rogala.wordpress.com – marónowe próby pisania

pracoholizm?

Opublikowany w ot życie przez nieszukany w dniu Styczeń 17, 2012

czy to, że jutro udaję się na wcale nie długi urlop jest wytłumaczeniem, by pracować dla korporacji do 2 w nocy? Wmawiam sobie, że tak. Kurde, serio lubię swoją pracę.. mimo iż przez cały dzień wszystkich przeklinam głośniej lub ciszej, mam na twarzy wszystkie możliwe grymasy i ubieram każdy rodzaj swojej miny, od radości po ultra smutek, i mimo iż wkurza mnie wschodni burdel w prowadzeniu inwestycji . Zdaję sobie sprawę, że jestem coraz bardziej korpo-trybem, i martwi mnie to, że przestaje mi to przeszkadzać, ale mimo wszystko.. lubię ją. Lubię tych ludzi. Lubię to miejsce, mimo iż jest tak cholernie daleko od gdyńskiej mej noclegowni. 
I przepraszam tych wszystkich, na których czasem warczę w pracy.  To, że pozwalam sobie na to jest dowodem na to, że czuję się wśród Was dobrze i swobodnie – serio.

I jest jeszcze jedno, dzięki tak absorbującej pracy nauczyłem się doceniać weekend i brudne lenistwo (blondyna, wiesz o czym piszę, co nie?;) Szlag, czy ja jestem już pracoholikiem, czy raczej ma dopiero na niego zadatki?

A w tej Pani się lekko zauroczyłem.. przedstawiam Wam, Myrrę Rós

jutro o tej porze będę kimać w Niderlandach, w ich łagodnej wilgotnej zimie. 

nowa kuchnia

Opublikowany w ot życie przez nieszukany w dniu Styczeń 8, 2012

polubiłem przyrządzanie nowych potraw. O dziwo, wychodzi mi to. Koniec z ziemniakami w tak zwanym tartiflette czy makaronem ze szpinakiem powtarzanymi wręcz cyklicznie. Czas na placki z kaszy gryczanej z kapustą kiszoną i łososiem, tagliatelle z boczkiem i ricottą, makaron bucatini z mozzarellą i małymi pomidorkami… Gotowanie nowych, nieznanych dań ma w sobie pewien dreszczyk emocji – uda się, czy się nie uda, czy dobrze przyprawię, czy za słabo (przeważnie za słabo), czy będzie smakować czy nie? Do niedawna nie zwracałem uwagi, że na półkach jest mnogość rodzajów makaronu, że w chłodniach leży inny ser niż żółty, topiony czy twaróg. Niech fascynacja kuchnią trwa! I niech znajduje się czas na nią.. bo i tak od poniedziałku do piątku nadal będą królować kanapki, jogurty i hot dogi ze stacji benzynowej w pobliżu miejsca pracy, no i kawa – najlepiej na pusty brzuch, w ilości nieskończenie-nieograniczonej. 

i lubi to, że jest znad morza.  

przystanek podwójny / co mnie gryzie

Opublikowany w ot życie, Trójmiasto przez nieszukany w dniu Grudzień 20, 2011

wczoraj sobie narysowałem codziennie wielokrotnie powtarzaną sytuację jaka ma miejsce na podwójnym przystanku tramwajowym Dworzec Główny w Gdańsku. Codziennie obserwuję to zjawisko i nie chcąc wcale w nim uczestniczę. Chodzi o blokowanie ruchu przez nieogarniętych motorniczych.. ktoś może powiedzieć, że się czepiam, że przecież i tak wcześniej czy później gdzieś ta mądrze rozplanowana gdańska komunikacja tramwajowa się zakorkuję. OK… ale gdyby nie korkowała się na Dworcu Głównym, gdyby przy jednym przystanku zatrzymywały się dwa tramwaje a nie jeden, to.. ludzie, którzy mogliby szybciej wysiąść na tym przystanku, a nie musieli czekać w tramwajowym korku, mogliby dalej zmierzać w obranym kierunku – prędzej dotrzeć na autobus albo kolejkę, a nawet przesiąść się do drugiego stojącego równocześnie przy peronie tramwaju. Gdyby motorniczowie używali mózgów i zatrzymywali się wzdłuż całego przystanku, a nie tylko w częściach bliżej zejść do tunelu, rozmieszczenie pasażerów na peronie oczekujących/przesiadających się pasażerów stałoby się swobodniejsze, bardziej równomierne, a nie wpływałoby na kumulowanie wszystkich miejskich podróżnych w jednej części przystanku, pozostawiając pozostałe 2/3 jego powierzchni absolutnie pustą. Codziennie wkurza mnie obserwowanie tych idiotycznych sytuacji.. zakolejkowanych tramwajów, ludzi tłoczących się w jednym miejscu i chodzących po torowisku próbując przejść w dalszą część przystanku, przepychanie się miedzy pasażerami.. Wystarczyłoby tylko by ‘kierowcy’ tramwajów zrozumieli na czym polega przystanek podwójny, chyba to nie jest jakieś makabrycznie skomplikowane.  Oczywiście od reguły zdarzają się wyjątki, ale to wciąż tylko raczej odstępstwa od ogólnie przyjętej przez motorniczych normy.

wilgotny grudzień

Opublikowany w ot życie przez nieszukany w dniu Grudzień 19, 2011

Chciałbym wypielęgnować w sobie jakieś dziwactwo, jakieś zachowanie niestandardowe, nienormalne. I nie chodzi o tak błahą sprawę jak wyciskanie pasty do zębów od końca tubki, a nie przypadkowe wyciskanie jej od połowy. Chodzi o coś co teraz mi nawet nie przychodzi do głowy. Coś co byłoby tylko moje, inne, wyjątkowe.
Chciałbym być bardziej życzliwy, bardziej pracowity i chciałbym pojechać do Pragi albo do Lizbony (ta pierwsza bo znana, a ta druga bo wręcz przeciwnie). I słuchając jednego z pierwszych bożonarodzeniowych podarków jakiś cholernie ckliwy się zrobiłem.  Patrze przed siebie, za okno i chwilowo nudzi mnie ten znany widok. Dachy garaży od spacerów z miłością, czy psem.. dachy od robienia aniołów w śniegu i pisania tiptokami słów w śniegu również. No właśnie, nie ma śniegu – jest tylko dziwna wilgoć. Pojechałbym gdzieś, poleciał, w znane, czy nieznane. Gdziekolwiek. Tak, by wrócić tu i znowu kochać to całe śmieszne Trójmiasto z nową mocą, po ukrytej tęsknocie. 

Cytat dnia wczorajszego:
Ja pieszczę wspomnienie znad pisuaru (na stacji metra Plac Republiki w Pradze). Gdy podniosłem wzrok na ścianę, na wyblakłej, niebieskiej naklejce, przyklejonej tu jeszcze w ubiegłym wieku, widniał napis: PIELĘGNUJCIE PRZYPADKOWĄ ŻYCZLIWOŚĆ I PIĘKNE CZYNY POZBAWIONE SENSU. (Mariusz Szczygieł ‘Zrób sobie raj’)

Chciałbym więcej czytać i więcej pisać.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.