Archiwum dla Grudzień 2011
przystanek podwójny / co mnie gryzie
wczoraj sobie narysowałem codziennie wielokrotnie powtarzaną sytuację jaka ma miejsce na podwójnym przystanku tramwajowym Dworzec Główny w Gdańsku. Codziennie obserwuję to zjawisko i nie chcąc wcale w nim uczestniczę. Chodzi o blokowanie ruchu przez nieogarniętych motorniczych.. ktoś może powiedzieć, że się czepiam, że przecież i tak wcześniej czy później gdzieś ta mądrze rozplanowana gdańska komunikacja tramwajowa się zakorkuję. OK… ale gdyby nie korkowała się na Dworcu Głównym, gdyby przy jednym przystanku zatrzymywały się dwa tramwaje a nie jeden, to.. ludzie, którzy mogliby szybciej wysiąść na tym przystanku, a nie musieli czekać w tramwajowym korku, mogliby dalej zmierzać w obranym kierunku – prędzej dotrzeć na autobus albo kolejkę, a nawet przesiąść się do drugiego stojącego równocześnie przy peronie tramwaju. Gdyby motorniczowie używali mózgów i zatrzymywali się wzdłuż całego przystanku, a nie tylko w częściach bliżej zejść do tunelu, rozmieszczenie pasażerów na peronie oczekujących/przesiadających się pasażerów stałoby się swobodniejsze, bardziej równomierne, a nie wpływałoby na kumulowanie wszystkich miejskich podróżnych w jednej części przystanku, pozostawiając pozostałe 2/3 jego powierzchni absolutnie pustą. Codziennie wkurza mnie obserwowanie tych idiotycznych sytuacji.. zakolejkowanych tramwajów, ludzi tłoczących się w jednym miejscu i chodzących po torowisku próbując przejść w dalszą część przystanku, przepychanie się miedzy pasażerami.. Wystarczyłoby tylko by ‘kierowcy’ tramwajów zrozumieli na czym polega przystanek podwójny, chyba to nie jest jakieś makabrycznie skomplikowane. Oczywiście od reguły zdarzają się wyjątki, ale to wciąż tylko raczej odstępstwa od ogólnie przyjętej przez motorniczych normy.
wilgotny grudzień
Chciałbym wypielęgnować w sobie jakieś dziwactwo, jakieś zachowanie niestandardowe, nienormalne. I nie chodzi o tak błahą sprawę jak wyciskanie pasty do zębów od końca tubki, a nie przypadkowe wyciskanie jej od połowy. Chodzi o coś co teraz mi nawet nie przychodzi do głowy. Coś co byłoby tylko moje, inne, wyjątkowe.
Chciałbym być bardziej życzliwy, bardziej pracowity i chciałbym pojechać do Pragi albo do Lizbony (ta pierwsza bo znana, a ta druga bo wręcz przeciwnie). I słuchając jednego z pierwszych bożonarodzeniowych podarków jakiś cholernie ckliwy się zrobiłem. Patrze przed siebie, za okno i chwilowo nudzi mnie ten znany widok. Dachy garaży od spacerów z miłością, czy psem.. dachy od robienia aniołów w śniegu i pisania tiptokami słów w śniegu również. No właśnie, nie ma śniegu – jest tylko dziwna wilgoć. Pojechałbym gdzieś, poleciał, w znane, czy nieznane. Gdziekolwiek. Tak, by wrócić tu i znowu kochać to całe śmieszne Trójmiasto z nową mocą, po ukrytej tęsknocie.
Cytat dnia wczorajszego:
Ja pieszczę wspomnienie znad pisuaru (na stacji metra Plac Republiki w Pradze). Gdy podniosłem wzrok na ścianę, na wyblakłej, niebieskiej naklejce, przyklejonej tu jeszcze w ubiegłym wieku, widniał napis: PIELĘGNUJCIE PRZYPADKOWĄ ŻYCZLIWOŚĆ I PIĘKNE CZYNY POZBAWIONE SENSU. (Mariusz Szczygieł ‘Zrób sobie raj’)
Chciałbym więcej czytać i więcej pisać.
czwarty
kiedy byłem młodszy pisałem częściej i bardziej naturalnie. W moich słowach choćby sprzed 3 lat było wiele ‘fajności’ – nawet jeśli to były słowa marudy. Dziś cieszę się, że pisuję blogi od dawien dawna. Mogę prześledzić swoje życie, uczucia, poglądy, zachowania – dokonać samego siebie analizy. Dziś pobieżnie zbadałem jaki byłem mniej więcej 3 lata temu. Młodszy, niestabilny finansowo, bardziej art niż korpo, bardziej twórczy, lepiej piszący, mocniej fascynujący się muzyką, odkrywczy i poszukujący. Odkryłem na nowo siebie eksperymentującego na swoim własnym życiu, bo czyż tym nie było porywanie się na tworzenie własnej firmy? Czytając siebie sprzed 3 lat stwierdzam, że dziś jestem nudny i poukładany. EH!
a tym kawałkiem jarałem się 28 września 2008:
