pracoholizm?
czy to, że jutro udaję się na wcale nie długi urlop jest wytłumaczeniem, by pracować dla korporacji do 2 w nocy? Wmawiam sobie, że tak. Kurde, serio lubię swoją pracę.. mimo iż przez cały dzień wszystkich przeklinam głośniej lub ciszej, mam na twarzy wszystkie możliwe grymasy i ubieram każdy rodzaj swojej miny, od radości po ultra smutek, i mimo iż wkurza mnie wschodni burdel w prowadzeniu inwestycji . Zdaję sobie sprawę, że jestem coraz bardziej korpo-trybem, i martwi mnie to, że przestaje mi to przeszkadzać, ale mimo wszystko.. lubię ją. Lubię tych ludzi. Lubię to miejsce, mimo iż jest tak cholernie daleko od gdyńskiej mej noclegowni.
I przepraszam tych wszystkich, na których czasem warczę w pracy. To, że pozwalam sobie na to jest dowodem na to, że czuję się wśród Was dobrze i swobodnie – serio.
I jest jeszcze jedno, dzięki tak absorbującej pracy nauczyłem się doceniać weekend i brudne lenistwo (blondyna, wiesz o czym piszę, co nie?;) Szlag, czy ja jestem już pracoholikiem, czy raczej ma dopiero na niego zadatki?
A w tej Pani się lekko zauroczyłem.. przedstawiam Wam, Myrrę Rós
jutro o tej porze będę kimać w Niderlandach, w ich łagodnej wilgotnej zimie.
Można uśmiechnąć się do notki? bo się uśmiechnęłam…