marónowe próby pisania

bo pisać każdy może…

Sąsiad

leave a comment »

Codziennie rano mijam go na klatce schodowej. Jeśli nie jego osobiście, to na pewno pozostawiony przez niego zapach dymu papierosowego. Od dziś zresztą palenie fajki na klatce mu wybaczam. A niech pali.

Sąsiad z góry. Dokładnie nawet nie wiem, z którego piętra – w sumie, to nieistotne. Wiek – 80 lat. Po zawale. Po zabiegu na prawym oku. Osiwiał raptownie po śmierci ojca.

Podczas wojny z siostrą i rodzicami wywieziony do obozu w lubelskim. Miał 7 lat. Przyszli Niemcy, kazali rozebrać się do naga, wywieźli ich. Mówi, że gdyby nie to, że siostra przemyciła trochę mamony w majtkach, to by słabo z nimi było. Do dziś nienawidzi Niemców, i choć ja osobiście wszelakiej nienawiści nie pielęgnuję w sobie, to u niego wydaje mi się zrozumiała. Tym bardziej, że dostał kopniaka od Niemca, co powtórzył podczas rozmowy przynajmniej dwukrotnie.

Mieszkał w Sopocie. Był cukiernikiem 11 lat, do momentu kiedy nie dostał alergii. Potem pracował w stoczni jako spawacz. Dobrze zarabiał. Nie narzeka. Na emeryturze chciał dorobić, więc zatrudnił się jako stróż na AWFie. Pracował do czasu kiedy nie dostał pisma z ZUSu. W piśmie było info, że jeśli chce dalej pracować to zablokują mu 50% emerytury. Zrezygnował, bo kto mu później odwiesi to 50%?

Z opowieści wiem, że każdą z prac wykonywał sumiennie i był cenionym pracownikiem. Nie jest zwolennikiem Solidarności, choć do niej należał. Twierdzi, że wolał pracować, a nie bawić się w związki (tutaj to już moje skrócenie myśli).

Jest pod opieką kardiologa. Pani doktor kazała mu dużo chodzić. Dlatego wstaje codziennie o piątej, gdy jego żona jeszcze śpi do ósmej. Codziennie o 5 wychodzi z psem. Z psem przybłędą, czy też porzuconym – nie pamiętam już tej historii (wcześniej ja opowiadał). Nie wiem jak się pies wabi, ale często jest nazywany głupią suką (bez chorej agresji), bo szczeka bez opamiętania na wszystkie większe czworonogi.

Nie jestem specjalnie wnikliwy i raczej słuchałem, ale on chyba chciał właśnie, aby ktoś go posłuchał. Sąsiad gaduła. Na moje do widzenia on kazał pozdrowić ojca: „Proszę ojca pozdrowić ode mnie”. Pozdrowię zatem, to się tatuś zdziwi (i zainteresuje jednocześnie).

W weekend to raczej nie, ale w poniedziałek pewnie znowu miniemy się w klatce. Przynajmniej poczuję zapach fajek na klatce mówiący, że Sąsiad już tędy przechodził. 

Reklamy

Written by recektoretworza

Wrzesień 15, 2012 @ 8:10 am

Napisane w ot życie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: